ZAPIS MYSLI , ZYCIE CODZIENNE , REPORTAZE , WIERSZE , OPOWIADANIA , RELACJE Z WERNISAZY.
Archiwum
O autorze
Zakładki:
Facebook
Gdzie zagladam
GTWB
IMA
Mapa Warszawy
Mozna napisac do mnie
Nasza klasa
Picassaweb
Retrospektakl
Tajemnica.wordpress.com - blog.

portrety z najblizszej okolicy

piątek, 31 lipca 2009

We wtorek wybralam sie do moich organizacji zawodowych, ZAKR i ZAiKS.

Sekretariat jest czynny do 14,00, wiec wszyscy w domu popedzali mnie i zwracali uwage na to, ze "nie mozesz sie spoznic, bo zamkna"; niesamowicie to brzmialo:)

W autobusie kontrolerzy dreczyli kogos, kto pytal sie o ich numer legitymacji, a oni nie odpowiadali na to pytanie, po czym doszlo jeszcze dwu w czarnych mundurach, na co kobieta siedzac obok mnie, zaczela:

 - mnie tez kiedys zlapali, jak jechalam do szpitala, do mamy, zawsze mam wykupiony bilet na miesiac i pomylilo mi sie, musze zapisywac, jeden dzien, a ten nie ma biletu i jeszcze dyskutuje...

- moze ma bilet, ale pieczatka zle sie odbila, odpowiedzialam

- no, wlasnie, nie wiem...

- ja tez nie wiem , nie sledze akcji od poczatku, dopiero wsiadlam.

Na Placu Bankowym, zwanym kiedys FelixPlatz (wiadomo dlaczego), wyszlam z autobusu miejskiego, zyczac zdrowia mamie tej pani i udanego dnia.

W ZAiKS i w ZAKR jest zawsze bardzo przyjemnie i milo.

Tym razem zmienila sie sekretarka, okazalo sie, ze trudno jest zgadnac, gdzie schowala moja  nowa legitymacje poprzednia sekretarka, wiec umowilysmy sie, ze wroce, jak zwykle, za rok.

Moja legitymacja, wazna od 1987 roku, zaczela tracic waznosc, nie bylo juz miejsca, na przybijane co roku po oplaceniu skladek, pieczatki.

Pozostalo zrobienie zdjecia do legitymacji, co przelozylam na dzien nastepny.

Wybralam sie na Zoliborz, blizszy i dalszy, na spacer ulubionymi uliczkami, odkrylam mala herbaciarnie, EMPiK na rogu, ktory  jest tam do dzis, zupelnie nowa stacje metra; ale i tak warto bylo tluc sie, jak od lat, tramwajem, w te i metrem, z powrotem.

Upal zaczal sie dawac we znaki.

Z przyjemnoscia wrocilam wczesniej, niz zwykle, do lasow warszawskich, rodzicow, dzieci i sasiadek:)

Udanego piatku wszystkim zycze:)

czwartek, 30 lipca 2009

Wczoraj widzialam na niebie chmure w ksztalcie smoka, blekitno-szarego, dlugiego, z pieknie uformowanym lbem, lapami i ogonem. Przeciagal dostojnie nad moja glowa.

Poniewaz, jak wiadomo, nie pale jointow, w odroznieniu od sporej czesci populacji amsterdamskiej, zjawisko -  sen na jawie - uznalam za symbol pomyslnosci i szczescia:)

Z tej chmury nie spadl deszcz, od kilku dni jest na przemian sloneczne i  zachmurzone niebo nad Amsterdamem, wieje lekki wiatr, jak zwykle w tym morskim klimacie, niesie zapach oddalonego o 20 kilometrow morza, zmieszany z woda rzeki Amstel w sieci miejskich kanalow.

Moje lato w miescie trwa w sposob niezaklocony.

Corka znalazla idealna dla siebie prace wakacyjna, otoz rozmawia z klientami przez telefon, wyprobowujac rozne techniki sprzedazy losow na loterie, a po powrocie do domu nie ma ochoty na dlugie dyskusje ze mna i nie ciagnie jej do komputera, bo dosc juz ma patrzenia w ekran kompa przez kilka godzin dziennie i nieustajacych rozmow. Po krotkiej opowiesci o roznych dziwnych sytuacjach w pracy i zjedzeniu obiadu, zajmuje sie glownie czytaniem ksiazki i zabawami z kotem, grami komputerowymi zas dosc umiarkowanie:)

Dodam jeszcze, ze wstaje rano sama i stara sie dotrzec na czas do pracy; takiej sielanki nie bylo w domu od czasu urodzenia moich slicznosci.

Druga corka bawi nadal na wakacjach w jej ulubionym miasteczku limburskim, z kuzynostwem, gdzie juz wkrotce zajmie sie wakacyjna praca z dziecmi, jak przystalo mlodej pannie.

Tymczasem ja bawie sie archaicznymi  odmianami polszczyzny, co widac w tej i w poprzedniej notce.

Rownolegle pisze kolejne fragmenty powiesci wspolczesnej, w czasie terazniejszym. Sprobujcie sami, zamiast opowiadac w czasie przeszlym, napiszcie to samo w czasie terazniejszym, lub przyszlym; znaczenie tekstu i tempo akcji ulegnie zmianie.

W oczekiwaniu na reakcje mojego ulubionego bohatera, ktoremu podsylam owe fragmenty do przeczytania, co zwykle bywa mocna inspiracja tworcza - oczekiwanie i reakcje zarowno - pocieszenie i rozrywki roznego rodzaju znajduje w blogach.

I tak kolko sie zamyka.

Nadal wazne jest, abym byla w domu po powrocie corki do domu i poswiecila jej cala swoja uwage, a poniewaz ona moze wrocic tuz po 12,00, lub 15,00, lub 17,00, spodziewam sie jej w domu przez caly czas.

Listonosz przyniosl mi wlasnie sierpniowy numer Wrozki, przyslanej przez  moich kochanych rodzicow i nowa karte kredytowa Visa; to chyba zapowiadal wczoraj ten smok na niebie?!

 Zycze wszystkim czytelnikom mojego  bloga przyjemnego czwartku:)

środa, 29 lipca 2009

Lubie piesni bojowe Huzarstwa polskiego.*

Tak tez po raz pierwszy w zyciu weszlam na strone Instytutu Pamieci Narodowej, a pozniej zadzwonilam i telefon odebrala  mila dziewczyna...odpowiedziala na moje nieliczne pytania, z ktorych ostatnim bylo upewnienie sie, czy jak wypelnie ten formularz, to nie bede dalej ciagana po sadach?

Otoz, nie bede...

Pewnie wiecej jest takich osob, ktore nie chca wejsc do zadnego sadu w zadnej sprawie.

Formularz moge zlozyc w Konsulacie Polskim, przebywajac za granica.

Poniej okazalo sie, ze Instytut miesci  sie pod adresem, ktory jest siedziba sadu.

"Warszawo ma..."

* W tekscie posluguje sie jezykiem moich prababek, ktore na zmiane z moimi babciami,  zajmowaly sie mna, jako malym dzieckiem.

Magiczne owocowe drzewko, ktore kwitlo na rozowo wiosna, ma juz male owocki, ktore moim zdaniem nie nadaja sie do jedzenia.

Wczoraj wyladowala na czubku drzewka zielona papuga z czerwonym dziobem, okaz piekny i duzy, okolo 35 centymetrowy, po czym zajela sie spokojnym wyszukiwaniem i zjadaniem owockow. Nie robila tego jednak tak, jak inne ptaki. Nie rozdziobywala zdobyczy, o nie. Ona zdejmowala dziobem z galazki drzewa owoc, po czym brala go w lapke i stojac na jednej lapce, druga podsuwala sobie owoc do dziobka i wyjadala smaczne kaski, a inne wypluwala.

Obserwowalam te papuge z balkonu na pierwszym pietrze, z zachwytem, przez dobre pol godziny. Inne ptaki nie pojawily sie w poblizu i nic nie zaklocalo jej uczty.

Corka przyszla na chwile popatrzec razem ze mna, z kociskiem na rekach, ktory rwal sie i prezyl do skoku, ale byl zrecznie trzymany.

Wieczorami rosliny pieknie pachna. Platany w sasiednim ogrodzie urosly i przypominaja mi widok z balkonu Hotelu Terminus w Antwerpii, gdzie kilka lat temu zatrzymalam sie z corkami na kilkudniowych wakacjach.

Lato w miescie moze byc bardzo przyjemne.

Udanej srody wszystkim zycze:)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6