ZAPIS MYSLI , ZYCIE CODZIENNE , REPORTAZE , WIERSZE , OPOWIADANIA , RELACJE Z WERNISAZY.
Archiwum
O autorze
Zakładki:
Facebook
Gdzie zagladam
GTWB
IMA
Mapa Warszawy
Mozna napisac do mnie
Nasza klasa
Picassaweb
Retrospektakl
Tajemnica.wordpress.com - blog.

portrety z najblizszej okolicy

czwartek, 31 grudnia 2015
środa, 30 grudnia 2015

Barakowóz odjechał przed świetami, ale została wątpliwa ozdoba, w postaci toalety eko, ktorą wiatr przesuwał po ulicy, opierał z hukiem o parkujące samochody, w końcu ktoś wyrwał zamek do drzwi. Dopiero, gdy wróciłam ze świąt, toalety na ulicy nie było. Niestety, przyśniło mi sie, że robotnicy chodzą po rusztowaniach, otwierają okna i drzwi, gadają głośniej niż radio, pogwizdują. Obudziłam się w środku bardzo cichej nocy z ulgą.

Kwiaty w domu mają młode listki, hiacynt kwitnie, szkoda mi wynieść donice na balkony, mimo tegorocznej wiosny w grudniu. Jeszcze może spaść śnieg, aż do końca lutego, a temperatury mogą spaść poniżej zera.

Dobrze mi się mieszka w zaczarowanym ogrodzie. Wdycham zapach lawendy, kaszlę coraz mniej. Wiosna wyniosę donice z podłóg na balkony, ale na parapetach zostawię więcej roślin, niż zwykle.

Brak mi ciemnego nieba, uliczne latarnie zapalają się wcześnie. Marzę o Bieszczadach i o Karkonoszach, a przede wszystkim o mazowieckich lasach, sosnach i piaskach.

wtorek, 22 grudnia 2015

Wyjeżdżam do córki, pojutrze dołączy do nas druga córka i zaproszeni na Wigilię goście.

Wszystkim zyczę spokojnych i miłych Świąt Bożego Narodzenia, radości i szczęścia, dobrego zdrowia, magicznej Wigilii i pod choinką spełnienia marzeń.

Zostawiam, do poczytania,  obiecane wcześniej, najnowsze opowiadanie, pt.

Fortepian i korkociąg.

 

- Spróbuj wina reńskiego, przynajmniej  na  Święta, powiedziała Urszula.

- Poproszę to wino, za 50 euro, zwróciła się do sprzedawcy, wskazując na półkę.

- Dobrze wiesz, jakie wina lubię – odpowiedziałam. Uśmiechnęła się. - I jeszcze tamto, Bordeaux, poproszę. Sprzedawca zdjął z półki  butelkę wina, pokazał je,  75 euro powiedział. Proszę zapakować – odparła Urszula.

- Skąd pani jest ?- zapytał sprzedawca. - Z Polski, odpowiedziała  Urszula.

Wyszłyśmy ze sklepu.  - Pewnie nigdy nie widział Polki kupującej drogie wina, roześmiała się Urszula. – To jest taka holenderska grzeczność zawodowa, często się o to pytają. Chyba mamy już wszystko na Wigilię, zamyśliłam się. Jak dobrze, że mnie odwiedziłaś!  - Za nami cały dzień gotowania,  z pewnością wszystko mamy, odrzekła Ula.

Dziś chciałabym pograć na fortepianie –  rzekła Urszula. – Nie mam fortepianu, niestety.  – Może znasz kogoś, kto ma? Zaśpiewamy razem kolędy!  – Wiesz, że chyba znam, zaraz zadzwonię.

- Cześć  Pablo, czy masz w domu fortepian?  Odwiedziła mnie  przyjaciólka i chciałaby pograć.

- Mam, odpowiedział Pablo.

- I korkociąg, zawołała Ula.

-Mam też korkociąg, roześmiał się Pablo. Zapraszam na Wigilię, jestem sam w domu, jak dobrze, że się odezwałaś!

- Mamy opłatek, wszystkie potrawy i wino, weżmiemy ze sobą. - Ja też mam, barszcz po krakowsku.   - My mamy kutię po wrocławsku, pierogi i kapustę z grzybami według mazowieckiego przepisu moich prababć i babć, sam zobaczysz.  – Świetnie, więc czekam  na was. - Do zobaczenia.

- Czy Pablo daleko mieszka? – zapytała Ula. – Nie, mamy do przejścia tylko nieduży skwer w parku i  most nad kanałem. W parku czasem pojawia się, w świetle księżyca, perłowy zając, nie ucieka w krzewy, tylko biegnie  środkiem ścieżki, przystaje i  ogląda się za siebie.

- Widzę go, rzekła Ula. Nie wpadnie pod samochód na końcu parku? – Zaraz zobaczysz, co się stanie, jest to nie do uwierzenia.

Perłowy zając na końcu ścieżki rozpłynął się w powietrzu.

- Nie uwierzyłabym, gdybym tego nie zobaczyła, z zachwytem powiedziała Ula. – Dziś powinien  coś powiedzieć ludzkim głosem, roześmiałam się. – Może powie coś tradycyjnie, po północy, zamyśliła się Ula.

 Zwodzony most był otwarty, z cichym szumem silników przepływały pod nim łodzie. Stałyśmy chwilę, patrząc w odbijające się w wodzie światła.

Pablo  czekał na nas, wyglądał przez okno i machał z daleka. W domu pachniała pięknie ubrana choinka, paliły się świece. Złożyliśmy  sobie nawzajem życzenia, dzieląc się opłatkiem. Zastawiliśmy wspólnie, wigilijnymi potrawami,  stół.

- Tę piękną porcelanę wyjmujesz raz w roku z serwantki? – domyśliła się Urszula. – Zgadłaś,  tak być powinno, odpowiedział Pablo.

- Za pomyślność! -  wzniósł pierwszy toast winem, pan domu.

Musiałam przyznać rację Urszuli, to wino reńskie było wyborne!

Pod choinką leżały nieduże prezenty.  – Był tu Mikołaj! – zauważył Pablo. – Nie mógł być, to pewnie dla dzieci, powiedziała Ula. – To dla nas, w każdym dorosłym jest małe dziecko, odpowiedział Pablo.

I popłynęły w wigilijną noc kolędy, przy wtórze fortepianu, te tradycyjne i te nowsze, Jacka Kaczmarskiego: „przy wigijnym stole bez słowa świętują polscy zesłańcy...”

Pasterki o północy nie było, więc śpiewaliśmy długo w noc i nikt nie wie, co powiedział perłowy zając  z parku.

 

Agnieszka Sadlakowska

 

 

niedziela, 20 grudnia 2015

To dziwne stworzenie prawdopodobnie zostało przyniesione razem z jakąś wazą spękaną, otoczoną pajęczyną, z piwnic antykwariatu, lub przytrzaśnięte w antycznym biurku, sekretarzyku, czy też skrzyni, gdy rozmyślało ... Ono samo pamiętało tylko ciemność, z której zostało wydobyte przez Xawerego. Stworzenie miało na skrzydłach łuski i piórka, wiec Xawery pomyślał, że jest małym smokiem, ale ono uparcie powtarzało, że nie jest smokiem, ani żadnym dżinem z butelki, nie jest tez elfem tylko wróżką i można zwracać się do niej Księżno. Wróżka mówiła, że Xawery jej się śni i może ona śni się też Xaweremu...radziła mu jednak, by o tym nie opowiadał nikomu, bo otoczenie może umieścić go na odosobnieniu, do czasu, aż przestanie majaczyć . Xawery powiedział Wróżce, że ma szaro-brązowe amsterdamskie skrzydła, więc jednak ją widział, choć dla innych pozostawała niewidzialna. Skrzydła Wrożki były zwinięte i pomięte, na początku nawet nie próbowała ich rozprostowywać.
Za namową Wróżki, lustro w antykwariacie zostało ustawione tak, żeby Xawery, siedząc za przepastnym biurkiem, widział każdego wchodzącego, a wchodzący nie widzieli wewnątrz żywego ducha, tylko niespodziewane odbicie Xawerego w lustrze.
- Dlaczego Księżna usiłuje straszyć ludzi? – zapytał Xawery.
- Ależ nie straszę, tylko aranżuję wnętrze! – odpowiedziała Wrożka.
Zbliżały się Święta Bożego Narodzenia, Xawery obmyślał prezenty dla dzieci.
- Podaruj im figurki aniołków, jeszcze przed Wigilią. – doradziła Wrożka.
- Jakich znów aniołków i czemu przed Wigilią? – zdziwił się Xawery.
- Mam na myśli te dwa posążki, spójrz, jeden aniołek obejmuje rękami swoje pulchne nóżki, a drugi wznosi rączki do nieba! – odpowiedziała Wróżka.
- Myślę o prezentach na Wigilijny wieczór, nie mam zwyczaju obdarowywać nikogo przed Wigilią, Księżno.
- Zrób zatem wyjątek, zaproś swoje dzieci do antykwariatu, zawiń aniołki w papierowe kule i poproś, aby córki wybrały, z której ręki chcą dostać niespodzianki.
- Dziś przyjdą tu po lekcjach, właściwie, czemu nie? – pomyślał Xawery.
Wkrótce, gdy zegary w antykwariacie wybijały kwadranse i połówki godzin, otworzyły się drzwi i do środka weszły dwie córki Xawerego, podobne do siebie jak krople wody.
- Mam dla was niespodzianki, z której ręki, z lewej, czy z prawej, wybieracie? – zapytał Xawery.

- Ja z prawej, a ja z lewej – odpowiedziały zgodnie dziewczynki.
- Dostalaś mojego aniołka – powiedziała jedna córka.
- Dlaczego ? – zdumiał się Xawery.
- Bo to ja jestem aniołkiem z uniesionymi rączkami – odpowiedziało dziecko.
- Możecie się zamienić – zaproponował Xawery.
- Nie – odpowiedziała druga córka – kiedyś byłam jak ten skulony w sobie aniołek, który obejmuje nóżki rękami, ale zmienilam się, teraz jestem jak ten aniołek z otwartymi rękami.
- I co teraz zrobimy? – zapytał Xawery.
- Niech już zostanie tak, jak teraz – odpowiedziały córki.
Wróżka, unosząc się lekko w powietrzu, obserwowała z uśmiechem całe zdarzenie, do czasu, aż dzieci pożegnały się i poszły do domu.
- Księżna mnie podpuściła, w tej różnicy zdań niewlele brakowało, aby doszło do kłótni - rzucił Xawery, gdy dziewczynki wyszły z antykwariatu.
- Ależ nie dostały aniołków w Wigilie, tylko wcześniej – odpowiedziała Wrożka.
- I do czegóż im to było potrzebne? – zapytał ironicznie Xawery.
- Powiedzmy, że do dekoracji wnętrz. W istocie zdały sobie sprawę z przemian swoich osobowości – odparła Wrózka.
- A dla Ciebie, Xawery mam skrzyżowanie laski z muszką! Czyż nie marzyłeś o lasce i o muszce?
- Coż to może być, Księżno? Marzyłem i o lasce i o muszce – przyznał Xawery.
- Parasol pradziadka, z kunsztowną, srebrną rączką i materiałem w niespotykanym kolorze.

Xawery ujrzał w odbiciu lustrzanym ogromny parasol i usmiechniętą twarz swojego pradziadka Konstantego. W tym samym czasie Księżna Wróżka rozwinęła swoje skrzydła i znikła tak niespodziewanie, jak się pojawiła.

 

Agnieszka Sadlakowska

środa, 16 grudnia 2015

Zakwitła magnolia przy mojej ulicy, nieśmiało, ale jednak. Platany zrzuciły liście i mają już bardzo napęczniałe zawiązki nowych liści, czereśnia też i drzewko lipy. Ptaki śpiewają jak oszalałe, wiją znów gniazdo sroki. Mamy początki wiosny, w grudniu, temperatury 12-14 stopni. Dizś pada deszcz, jutro ma być słonecznie. Holandię ogrzewa ciepły prąd zatokowy, Golfstrom i w morskim klimacie Amsterdamu to się czuje.Tata mówi, że spadł śnieg w Warszawie, ale ten pierwszy śnieg może jeszcze stopnieć do Świąt. Kaszel zmienił się z suchego w mokry,  są postepy na froncie kurowania się. Wczoraj ekipa umyła cztery okna od strony ulicy, więc zaczyna się robić świątecznie. Mam już wszystkie prezenty pod choinkę, nawet połowę zapakowanych. Obejrzałam transmisję Teatru Telewizji TVP, Janusz Gajos rewelacyjny w monodramie „Msza za miasto Arras”. Tekst za mocno trąci kazaniami z ambony i średniowieczem, zawiera też aluzje do współczesnej Polski. W moim życiu ogólnie jest dobrze i oby tak było dalej!:)

 
1 , 2 , 3