ZAPIS MYSLI , ZYCIE CODZIENNE , REPORTAZE , WIERSZE , OPOWIADANIA , RELACJE Z WERNISAZY.
Archiwum
O autorze
Zakładki:
Facebook
Gdzie zagladam
GTWB
IMA
Mapa Warszawy
Mozna napisac do mnie
Nasza klasa
Picassaweb
Retrospektakl
Tajemnica.wordpress.com - blog.

portrety z najblizszej okolicy

piątek, 31 grudnia 2010

Mijaja ostatnie godziny starego roku 2010.

W ostatniej chwili zmienilam sylwestrowe plany, wczoraj wieczorem, po raz trzeci. Tak wyszlo, ktos postanowil zostac w domu, zamiast wybrac sie do umowionej kafejki, ja postanowilam w zwiazku z tym wybrac sie  gdzie indziej, wczoraj zostalam zaproszona na urodziny, przez mame i brata solenizanta. Tak ciekawie jeszcze nigdy nie bylo.

 Niektore Holenderki i Holendrzy sa ciepli, wrazliwi i mili, dobrze sie wsrod nich zyje, przyjaznie z nimi sa wartosciowe, w sensie zupelnie bezinteresownym. Jak kazda przyjazn, od zwyklej znjomosci, dystansu, przechodzi w faze dluzszych rozmow, coraz bardziej osobistych, az do przyjazni. Powoli poznajemy siebie i swoje dzieci, spotykamy sie coraz czesciej, lubimy ze soba byc.

Niespodziewany tegoroczny Sylwester zapowiada sie nad wyraz dobrze, z czterema lubianymi osobami, we wspolnym gronie ich krewnych i przyjaciol.

Udanej sylwestrowej nocy zycze, w domach, na przyjeciach, w kazdym miejscu tego Swiata, gdziekolwiek sie znajdujecie:)

Szczesliwego Nowego Roku 2011!

czwartek, 30 grudnia 2010

Wczoraj, u przyjaciolki, w jej nowym mieszkaniu, obwachal mnie i wszedl mi na kolana maly, czarny, kot. Ugniatal w okolicy serca i mruczal, cmoknal mnie w policzek na mokro, bylo pieknie. Kladl sie w poprzek, przysypial i budzil wpatrzony w moje oczy; spotkalismy sie po raz pierwszy w zyciu.

Kocisko jest niemlodym kastratem, wobec obcego zachowalo sie tak po raz pierwszy w swoim zyciu.

Lubie zwierzaki, wyszlam zauroczona:)

 W domu powital mnie nasz szaleniec. Ma juz trzy lata, jest kastratem, dwukrotnie wiekszym niz tamten maly, czarny.

Wieczorny spokoj, prysznic, ulubiony, cieply, szlafrok w panterke i kot, opuszczony przez swoje panie bawiace na feriach zimowych, zaczyna sie lasic. No dobrze, siedzi obok mnie, wchodzi mi na kolana, jest rozkoszny i mily, glaszcze go, ugniata lapkami, mruczy, cudownie, az tu nagle, po dobrym kwadransie, jak mnie nie dziabnie w nadgarstek do krwi! Mam cztery dziury, po klach, natychmiast zdezynfekowane, ale goja sie slabo.

Co mu jest?!

Kilka dni temu zniosl czekoladowe jajka na kanapie corki, gdzie zwykle lubil przesiadywac i ukryl je pod poduszkami; kuwete mial czysta. Niezle naszukalam sie, skad tak strasznie smierdzi, zrobil niespodzianke. Pozniej kocisko przenioslo sie na druga kanape, wybral sobie moje miejsce.

W tym roku nie wykopywal ziemi z donicy, w ktorej stoi choinka i tylko jednego mikolajka uporczywie zrywa z galazki. Brawo!:)

Corka, ktora w lutym skonczy 18 lat i po maturze zacznie studia,  szuka studenckiego pokoiku dla siebie i swojego kota, w innym miescie.

Nie kupujcie kotow w sklepach zoologicznych. Kot trafia z hodowli, do sklepu, pozniej do wlasciciela; nasz jest prezentem dla corki od sasiadki - wlascicielki kota, ktora go sobie w przyplywie fantazji kupila. To kocisko po przejsciach msci sie na ludziach, ile moze, nie okazuje wdziecznosci. Jest duzy, zdrowy, silny, zadbany, piekny, najedzony, zabawek mu nie brak i cos mu dolega...instynkt mysliwego, moze?

Dostal w prezencie psia zabawke - sztucznego krolika; napada, morduje go, walczy, trzyma i kopie lapami, chwyta za gardlo i charczy, trzesac lbem. 

Je  specjalna karme dostosowana do jego wieku i kondycji. Bywa tez karmiony kawalkami surowych serc jagniat, corka trzyma zapas w zamrazalniku; dla mnie to jest bol serca wegetarianki.

Lubie zwierzeta, duzo ich zwykle w naszym domu bylo, od dziecka psy i koty, ostatnio egzotyczne ptaki i chomiki, a teraz ten kot.

Nie lubie pewnych zachowan naszych mlodszych braci. To nie komar mnie dziabnal!

wtorek, 28 grudnia 2010

Aby stopniowac napiecie, dokoncze zdanie tytulowe w trakcie opowiesci...

24 grudnia, wybiegam z domu na przystanek tramwajowy i spiesze do pewnego urzedu. Choinki w domu jeszcze nie ma, dzieci juz zaczynaja wracac z ferii na Wigilie, ale nie mam pojecia o ktorej wroca dokladnie, do odwiedzenia - po wizycie w urzedzie - mam daleki sklep polski i zwykly pobliski sklep holenderski, sklepy beda zamkniete wczesniej, czy godzina mnie czeka, czy dwie w urzedzie, nie wiadomo; wobec tak wielu niewiadomych, niepokoj rosnie.

W tramwaju tloczno, jak nigdy, ale zwalnia sie miejsce i siadam przy oknie, a obok mnie siada jakas dziewczyna, przed nia chlopak, jeszcze dalej starsi panstwo, ktorzy zaczynaja rozmawiac z dziewczyna siadzaca obok mnie po polsku. Pytam dziewczyne, czy moze chca siedziec z chlopakiem obok siebie, odpowiada, ze chca, wiec przesiadamy sie, starsi panstwo tez sie usmiechaja z aprobata , jest coraz gwarniej i coraz weselej.

Pytaja mnie, czy moze wiem, gdzie mozna zdobyc w Amsterdamie oplatek, jada do sklepu polskiego, mam pomysl dodatkowy, na wszelki wypadek, w poblizu, jeszcze jeden sklep polski, chlopak wie, gdzie to jest, zyczymy sobie nawzajem udanych Swiat.  

Nagle widze, ze nade mna stoi jeden z moich ulubionych amsterdamskich aktorow, ktorego nie spotkalam od siedemnastu lat, wpatruje sie we mnie i najwyrazniej usiluje sobie cos przypomniec. Dzien dobry, wie pan, skad my sie znamy...dalej rozmowa toczy sie plynnie, w skrocie o ostatnich siedemnastu latach. Gdy wychodze, zamieniamy sie miejscami w tlocznym tramwaju, zyczac sobie nawzajem, tym razem po niderlandzku, udanych Swiat.

Aktor zapadl mi w pamiec swoimi przebudowywanymi specjalnie dla potrzeb spektakli fortepianami, ktore w trakcie wystepow spiewaczek operowych rozjezdzaly sie w rozne strony i rozkladaly nieoczekiwanie, a on z powaga gral; opisalam Jego spektakle w recenzjach,na przelomie lat 80/90,  jeszcze w czasach przed urodzeniem dzieci.

Wigilijna Magia Swiat dopadla mnie w tym roku w tramwaju.

Do urzedu dotarlam leciutko spozniona, wszyscy juz siedzieli przy stole i zaczeli obradowac, ale wyjatkowo nie przejelam sie tym za mocno. Projekt, ktory przygnebial mnie od lat, zakonczy sie w tym roku, bylo to spotkanie pozegnalne, co przyjelam z ulga, teraz mam tylko powiadomic kilka innych urzedow i instytucji i rowniez pozegnac. Ufff!

Nastepnie, zgodnie z planem, udalam sie do sklepu polskiego, gdzie nieoczekiwanie spotkalam corke przyjaciolki, z lista zakupow swiatecznych, razem wyszukiwalysmy ogorki kiszone, a takze inne pysznosci, usciskalysmy sie i zyczylysmy naszym bliskim i sobie nawzajem Wesolych Swiat!

W drodze powrotnej do domu, wyszlam wczesniej z tramwaju, w ktorym tym razem nic wesolego sie nie dzialo, po zakupy w  holenderskim sklepie. Zadzwonilam do domu, okazalo sie, ze jedna corka z chlopakiem juz jest, wiec przyszli po mnie, wstapilismy jeszcze do pobliskiej kwiaciarni po choinke i obladowani zakupami dotarlismy po sliskim, zasniezonym chodniku do domu.

W domu byla juz druga corka, za chwile przyszedl jej chlopak, mlodziez zaczela ubierac choinke i nakrywac stol do wieczerzy, a ja zajelam sie gotowaniem i przygotowywaniem Wigilii.

Dalej bylo juz tylko pieknie i uroczyscie, jak co roku, zyczenia skladane Rodzicom w Warszawie, oplatek i wzruszajce zyczenia, serdeczne usciski, prezenty pod choinka, smakowite potrawy; wszystkie nieznane na co dzien w Holandii pysznosci naszym gosciom smakowaly, koledy po polsku i po niderlandzku sie podobaly.

Dlugo w noc siedzielismy razem, zadowoleni i szczesliwi.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7